homeAbout meExhibitionsPaintingProduction DesignContactLogin

Exhibitions:

LODZKIE TOWARZYSTWO FOTOGRAFICZNE - 2010

AUSTRIA - MUSEUM HARTBERG - 2009

KRAKOW - GALERIA KRYPTA U PIJARÓW 2009

LODZ - AKADEMIA SZTUK PIEKNYCH 2009

LODZ - GALERIA MANHATTAN 2008

VIENNA - 2007 / 2008

GDYNIA - MUSEUM MIASTA GDYNI

PLOCK - GALERIA SZTUKI

RZESZOW - BWA

VIENNA 2007

LODZ - GALERIA MANHATTAN 2003

VIENNA 2007:

Review Gazeta.pl

Czas malowany czerwienia

::

home



Malarski taniec ze śmiercią

"Quo vadis cancer?" pyta Natasza Galimska-Eichelkraut, utalentowana malarka i scenograf. Z obrazami, w których oswaja ten temat pojechała do Wiednia, gdzie pokazuje je po raz pierwszy w AKH-Galerie

Marta Skłodowska


Fot. Sergiusz Pęczek / AG

Płótna opowiadają o śmierci, bólu i cierpieniu. W przeciwieństwie do nich ich autorka Natasza Eichelkraut-Galimska jest radosna, uśmiechnięta i dzieli się pozytywną energią. Studiowała w łódzkiej ASP: malarstwo u prof. Ryszarda Huntera oraz fotografię reklamową u prof. Grzegorza Przyborka. - Malując spalam się, jakbym pracowała ciężko fizycznie. Ale im więcej z siebie oddaję, tym więcej mam w sobie energii i czuję większą satysfakcję - opowiada.

Jest scenografem i kostiumologiem. Pracowała m.in. przy "Poniedziałku" w reż. Witolda Adamka z Kingą Preis, "Francuskim numerze" w reż. Roberta Wichrowskiego z Karoliną Gruszką, "Lawstorancie" w reż. Mikołaja Haremskiego z Michałem Wiśniewskim. Oprócz tego przygotowywała oprawę plastyczną Teatrów TV i etiud studentów Filmówki.

Od 2002 r. powstaje cykl obrazów zatytułowany w kojarzącej się z medycyną łacinie "Quo vadis cancer? Tempus Fugit" (w tłumaczeniu "Dokąd zmierzasz raku? Czas ucieka"). Szkoda jej czasu na malowanie tego, co nieistotne. - Nie chcę malować o niczym, tylko o tych rzeczach, które są dla mnie ważne. Chcę opowiedzieć o walce ze śmiercią w imię życia, tej największej wartości - mówi artystka.

Sama zmaga się z tym tematem już 20 lat. Obrazy pokazuje w AKH-Galerie prowadzonej przez Kunstlerhaus Wien i funkcjonującej przy szpitalu w Wiedniu, w którym kiedyś była poddana udanej terapii. Zazwyczaj sztuka pokazywana w szpitalach ma wywoływać pozytywne skojarzenia i pozwolić chociaż na chwilę zapomnieć o chorobie. Natasza Eichelkraut-Galimska konfrontuje widza z cierpieniem i bólem. - Życie jest pięknym tematem, ale jego integralną częścią jest śmierć. Jest czymś z czym się do końca nie godzimy, natomiast w pewnym momencie musimy zaakceptować jej istnienie. Maluję to, co widziałam i co mnie poruszyło - tłumaczy. A na oddziałach onkologicznych można zobaczyć wiele. Pomimo tego jej przejmujące obrazy pokazują, że temu co w człowieku jest najważniejsze nie zagraża nawet destrukcja ciała, o której opowiada przez swoje obrazy.

- Płótno jest jak ludzka skóra. Dlatego moje obrazy mają materialną cielesność, a faktura malarska wzbogacona sznurkiem staje się ciałem ze szwami. Łącząc naturalne włosy ze spoiwem malarskim próbuję spotęgować wrażenie niemal namacalnej istoty okaleczonej chorobą, a spływające po płótnie strugi czerwonej farby zmieniają się w krew, symbol śmierci i życia - opisuje Natasza. Jej obrazy stawiają nas naprzeciwko rzeczy ostatecznych, z którymi trudno się pogodzić każdemu. Za to są autentyczne i siłę czerpią z wiarygodności. Nie szkodzi, że brakuje nam słów, żeby opisać to co patrząc na nie czujemy. Liczy się przecież już samo to, że czujemy.


» http://miasta.gazeta.pl/lodz/1,35136,3906588.html